poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Rozdział pierwszy - I tak się zaczęło. - Niewiedza

 Rozdział pierwszy - 
I tak się zaczęło - Niewiedza
Teraźniejszość

    Właśnie skończyłam malować paznokcie, gdy usłyszałam domofon. Sylwia przyjechała a ja jeszcze w proszku! Przerażona popędziłam do pokoju i szybko przebrałam się z domowego dresu w śliczną koronkową sukienkę z gorsetem w kolorze kawy z H&D. Podkreślała moją karnację i kolor oczu które były odurzająco brązowe. Była wyzywająca a jednocześnie wszystko dokładnie zakrywała. Mój pokój również miał kolory kawy, kremu i fioletu. Był przytulny choć zawsze było w nim ciemno przez ogromną szafę zasłaniającą połowę okna.
    Szybko wybiegłam z sypialni i otworzyłam pilotem bramę. Wyjrzałam przez okno, mając nadzieję, że lodowa breja stopnieje. Ale się łudziłam. Jak było tak jest. Zima dalej nie ustępowała wiośnie, która kalendarzowo powinna się zacząć miesiąc temu. Nie lubię zimy, gdyż trzeba się grubo i ciepło ubierać. Miałam nadzieję, że chociaż śnieg przestanie w końcu padać. No ale jak na złość sypie chyba jeszcze bardziej.
     Ubrałam brązowy płaszczyk, szyję obwiązałam karmelową chustką. Szpilki – brązowe z kawową wstążką – włożyłam na stopy i sprawdziłam zawartość torebki. Gdybym zapomniała telefonu, mama zabiła by mnie z miejsca. Co prawda jest teraz w Krakowie z tatą i siostrą, ale gdyby chciała się do mnie do dzwonić a bym nie odebrała mogłabym zapomnieć o co tygodniowym kieszonkowym i wychodzeniem gdziekolwiek przynajmniej przez dwa tygodnie.  Ostatni raz zerknęłam do torebki czy wszystko jest na swoim miejscu i wyszłam na zimowe powietrze i mrożący wiatr. Moja mała torebka ledwo pomieściła telefon, portfel, błyszczyk i mini szczotkę do włosów z którą prawie się nie rozstawałam. Była praktyczna i mała a na dodatek miała lusterko.
    Sylwia już zniecierpliwiona czekała przed garażem kiedy stanęłam na szczycie schodów. Była śliczna na swój odmienny sposób i każdy to może stwierdzić nie przyglądając się jej z bliska. Mówiono mi ,że też jestem ładna ale nie wiem, czy mamy i babci zdanie się liczy. Jesteśmy zupełnie różne i to nie tylko z wyglądu. Ona jest  wysoka, szczupła z ciemno blond lokami, które okalają jej rumianą twarz. Ma jasną cerę i kilka piegów co dodaje tylko uroku. Ja natomiast jestem niska i raczej do szczupłych się nie zaliczam. Jestem szatynką z nieziemsko brązowymi oczami, w których jak mówią inni można się utopić. Mam ciemną cerę, którą odziedziczyłam po dziadku. Nigdy go nie spotkałam umarł mając 40 lat na raka. Podobno bardzo lubił dzieci a zwłaszcza dziewczynki. No ale niestety los nie chciał bym go spotkała.
Ona była spokojna i zrównoważona, nie lubiła być w centrum uwagi. Była tą „grzeczną” dziewczynką, której charakter odznaczał się harmonią. Często mnie to wkurzało gdyż była również bardzo mało asertywna. Ja natomiast byłam nieprzewidywalna i bardzo wybuchowa. Umiałam zadbać o swoje choć czasem żałowałam, że nie umiem trzymać języka za zębami. Ale zwykle to mi pomagało, gdyż miałam bardzo fałszywych znajomych. Nigdy nie wiesz w jakim nastroju będą twoi koledzy i koleżanki i z kim przyjdzie ci się kłócić. Jak już mówiłam Sylwia nie lubi się kłócić, więc to zawsze moja osoba broniła mnie i ją przed przeciwnikami. Mamy jednak wspólną wadę – uwielbiamy plotkować.
    Gdy tylko podeszłam uścisnęłyśmy się serdecznie jak to mamy w zwyczaju. Miała na sobie lawendową sukienkę i bardzo kontrastujące buty w kolorze czystej smoły. To ja miałam w zwyczaju ubierać czarne rzeczy ale stwierdziłam, że w sukience z kaszmiru mi ładniej oraz bardziej wypada. Było późno a nie chciałam się spóźnić na pierwszą dyskotekę w tym roku z okazji pierwszego dnia wiosny więc aby się nie spóźnić ruszyłam w kierunku bramy.    -Słyszałaś, że Łukasz  zerwał z Kaśką? – zdziwiona spytała od razu.
    -Tak, podobno strasznie to przeżywa. Bidulka nie wie, że i tak ją zdradzał…- Posmutniałam na myśl o tym głupku. Kasia wydawała się naprawdę w nim zakochana. No ale cóż. Nic nie mogłam na to poradzić że niektórzy nie przejmowali się uczuciami innych.
    -Dobra, ona święta też nie była. – Powiedziała widząc moją minę. – Zresztą ty też do aniołków nie należysz. Flirtujesz z każdym ładnym, starszym kolesiem.
    -Jednak musisz przyznać, że mam gust.- Niestety nie mogłam zaprzeczyć temu co powiedziała. Lubię to robić i taka moja natura.
    -Och… Skromności ci też nie brak. – Wybuchłyśmy gromkim śmiechem. – Dobra chodź. A i zapomniałam ci powiedzieć, że przyjechał do nas jakiś dziwny kuzyn Kacper. – Powiedziała z przejętym wyrazem twarzy. - Ma on około osiemnastki, jest troszeczkę przystojny. Podobno to syn dalekiego kuzyna mojej mamy od strony babci. Nigdy go nie widziałam a zwłaszcza o nim nie słyszałam…- Zamyśliła się.- Na szczęście wydaje się fajny. A tak dodatkowo mam dla ciebie niespodziankę… Niestety musisz poczekać aż dojdziemy do samochodu.
    Popatrzyłam na nią podejrzanie ale się nie odezwałam, bo wiedziałam, że i tak nic się nie dowiem. Ruszyłyśmy do auta, przy którym miał czekać tajemniczy kuzyn Kacper i moja niespodzianka.
    Gdy doszłyśmy do furtki, zamknęłam ją i spojrzałam przed siebie.
Myślałam, że zaraz upadnę. Przede mną rozciągał się czarujący widok. Na moim podjeździe, stało srebrne Bugatti Weyron. Gdy stanęłam oniemiała. Sylwia lekko podśpiewała.
    -Ta daaam… - A na jej twarzy malowała się satysfakcja z zaskoczenia mnie. – I co ty na to?
    Nie wiedziałam za bardzo co powiedzieć. Nie interesuje się autami, no ale nawet idiota wie, że to cudo to najdroższe auto na świecie.
    -Och…- Tylko tyle zdołałam wydusić.- To… to auto jest twoje? – Spytałam młodego mężczyzny opierającego się o drzwi pasażera z szelmowskim uśmiechem. Kurde jeśli według Sylwii od jest troszeczkę przystojny to mamy chyba kompletnie inne pojęcie o słowie troszeczkę. Chłopak miał ogromne niebieskie oczy, krótkie rozczochrane włosy i opaloną cerę. Bez przeszkód mógłby startować na najgorętszego faceta tej jesieni.
    -Ta, dostałem na osiemnastkę. – Wytrzeszczałam oczy ale nic się już nie odezwałam wpatrzona w jego włosy. Jego uroda przyćmiewała blask auta- Dobra moje panie. Wsiadać bo dyskoteka się skończy nim wy dwie przekroczycie chociażby próg szkoły. A tak w ogóle to Kacper jestem.
    -A ja Patrycja. Będziesz chodził z nami do liceum?
    -No, tak. Starzy mi kazali. Taka wymiana. Ja mogłem wyjechać z miasta ale za to muszę chodzić tutaj do szkoły. Jestem w ostatniej klasie więc na szczęście zostało tylko pół roku.
    -Aha. Kapuję ale…
    -Przepraszam, że przerywam ale właśnie mija nam pierwsza impreza semestralna.- Wtrąciła się z pretensjami Sylwia. Przewróciłam oczami.
    -Tak, fakt. Wsiadajcie. – Kacper dyplomatycznie otworzył drzwi od strony pasażera. Zajrzałam do środka przez szybę i…
    -Ej, przecież on ma tylko dwa…
    -Spokojnie. Wsiądź i zobacz.
Z pytającą miną wsiadłam i o mamo! Środek samochodu był piękny. Na dodatek, szybą od kierowcy były oddzielone dwa siedzenia. Zaskoczona weszłam głębiej i usiadłam na jednym z foteli. Po chwili Sylwia usiadła obok mnie. Takich wygodnych i dużych foteli nie mam nawet w domu – nie licząc kanapy. Wszystko było mieszanką pluszu, skóry i aksamitu. Kolor czarny był głównym kolorem pojazdu. Po całym wnętrzu rozchodził się zapach skóry i… i słonego morza. Na desce rozdzielczej widniały rozmaite przyciski, pokrętła i monitorki. Dziwię się, że ktoś umiałby się tym obsługiwać.
    Kacper, widząc moją rozmarzoną minę zachichotał pod nosem i zamkną drzwi pasażera po czym obszedł samochód i wsiadł na swoje miejsce – przed kierownicą. Od razu wyjęłam komórkę by napisać Sylwii notkę. Ten sposób porozumiewania, wymyśliłyśmy na szkolnej wycieczce kiedy spałyśmy razem a nasze współlokatorki narzekały, że gadamy za głośno. Wtedy wpadłam na pomysł by pisać sms i pokazywać go koleżance. Jest on również skuteczny gdy nie chcemy by ktoś słyszał o czym rozmawiamy. Musiałam Sylwii powiedzieć coś bardzo ważnego, niestety zakazanego dla uszu Kacpra.
Moja notka brzmiała tak:
„Musimy przeprowadzić rozmowę na temat słowa „troszeczkę”.
Czyś ty oszalała. On jest hm… mega i mega śliczny, słodki, i przystojny.
A na dodatek to auto! Chcesz bym na zawał zeszła?”
Jej reakcja była przewidywalna. Wybuchła tak głośnym śmiechem, że siedzący z przody Kacper się aż wzdrygną. Jednak nic nie napisała tylko uśmiechając się jeszcze pod nosem odwrócił się w stronę okna.
    Podróż przebiegła szybko i milcząco. Nikt nie wyraził chęci rozmowy. Ja byłam zamyślona a dokładniej myślałam o głębokich niebieskich oczach, siedzącego przede mną chłopaka i czy ten chłopak przypadkiem nie ma dziewczyny. Nasz kierowca wydawał się fajny, dowcipny i pogodny. No ale wiem jednak, jak ludzie z pozoru fajni, mogą okazać się beznadziejni. Toteż odganiałam te myśli jak najdalej zastępują je myślami o cudownym aucie, w którym siedziałam – moje starania okazały się jednak na marne, gdyż nawet ta bryka nie była w stanie zamglić jego niebieskich oczu.
Moja przyjaciółka przez całą drogę coś sobie po cichu i pod nosem mówiła zapatrzona w przestrzeń za oknem. Natomiast Kacper w spokoju słuchał lecących z głośników rapu.
    Gdy dojechaliśmy na parking naszego liceum ciszyłam się, że w końcu uciszę moją natrętną wyobraźnię. Kacper szarmancko otworzył nam drzwi a my wysiadłyśmy powitane prze przebijające się słonko pośród grubych, śnieżnych chmur. Na parkingu było pusto co mogło oznaczać, że przyjechaliśmy ostatni. To było dla nas dobre a zarazem złe. Dobre, gdyż uniknęliśmy wścibskich oczu gapiów, którzy obserwowali by nas z zazdrością posiadania dobrego auta.
Złe, ponieważ dyskoteka się zaczęła i nam właśnie mija.
Sylwia wzięła mnie i Kacpra za rękę – tak, że znalazła się pomiędzy nami – i zaczęła nas ciągnąć w stronę wejścia szkoły. Gdy stanęliśmy pod szerokimi rozsuwanymi drzwiami szkoły puściła nas odetchnęła i pchnęła je.
Pierwszy bal szkolny od pół roku wreszcie się dla mnie zaczął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz