niedziela, 28 kwietnia 2013



Rozdział drugi -
Niespodzianka

            Gdy tylko przekroczyliśmy próg szkoły, moje uszy zabolały od głośnej muzyki. Głośny hip-hop odbijał się od opustoszałych korytarzy echem. Wszyscy obecni byli na sali gimnastycznej, od której dzieliły nas kilka korytarzy i skrzyżowań.
            Wreszcie widząc wejście sali i kolorowe światła zaczęłam robić ostatnie poprawki moich włosów. Wtedy Kacper chwycił mnie za rękę a mnie przeszedł dreszcz. Jego dłoń
, ciepła i mocno trzymająca mnie za nadgarstek, wydawała się na chwilę obecną najwspanialszą rzeczą na świecie.
            -Zostaw. – Rozkazał łagodnym tonem. Jego głos, miły i uspakajający słyszałam nawet, przez głośny ryk muzyki. Zastanawiałam się jak by to było gdyby jego szept mówił mi do ucha rozkoszne rzeczy… Nie! Przestań! Nakazałam sobie spokój i zrobiłam niezauważalny wdech – wydech. Kacper widząc mój pytający i zirytowany wyraz twarzy dodał. – Zostaw, bo już masz śliczną fryzurę a teraz poprawiając jeszcze ją zniszczysz. – Moje nieprzekonane spojrzenie musiało być jednak przekonujące. – Naprawdę.
            Puścił mnie i włożył rękę do kieszeni. Po czym znów się uśmiechną tym swoim „jestem – fajnym – gościem” uśmiechem. Oddałam mu uśmiech i poszłam w ślad Sylwii, która zdążyła zniknąć w środku.
            Sala była pełna licealistów i a w powietrzu unosił się smród potu. Przyjaciółka zginęła mi z oczu i niestety nie tak łatwo było ją znaleźć. Kacper  poszedł w jej ślady i po chwili zostałam bez przyjaciół. Po około 5 minutach poszukiwaniach poddałam się i usiadłam na najbliższym krześle. Ale z odpoczynku nie miałam więcej niż tylko chwile. Podszedł do mnie Miłosz – kolega z klasy, były  chłopak z gimnazjum i chłopak w którym bujam się od podstawówki. Nasze rozstanie było spowodowane moim wyjazdem do Egiptu, gdy mój tata stracił pracę i wyje
chał w poszukiwaniu nowej, my z mamą nie chciałyśmy go zostawiać i pojechałyśmy z nim ( wtedy nie było mojej siostry, znaczy była ale planowana ). Do tej pory Miłosz mi nie wybaczył czym zarobił sobie u mnie dużego minusa. Bo niby co miałam zrobić? Jednak to, że nie byliśmy razem nie oznaczało, że zbrzydł. Przed Kacprem to był najprzystojniejszy chłopak jakiego w życiu poznałam. Jego włosy były nażelowane i się ślicznie układały w jeżyka. Jego oczy, były jak zwykle gorąco zielone.
Wiem, że był we mnie zakochany a on wiedział, że ja w nim, ale nie umiał mi wybaczyć… sama nie wiem czego. Dlatego byliśmy bliższymi znajomymi.
- Cześć. Myślałem, że już nie przyjdziesz. – Usiadł na krześle obok. A we mnie uderzyła fala gorąca i zapachu jodłowego.
- Myślisz, że przegapiłabym dyskotekę. Na dodatek pierwszą? No sorry ale zapomnij.
- Tak myślałem, no ale wiesz, zawsze byłaś pierwsza na dyskotece a teraz jesteś ostatnia.
- Kiedyś musi być ten pierwszy raz, nie?
- Zgadzam się. – Zwrócił wzrok w stronę Kacpra a jego uśmiech nieco przygasł - Z nim przyjechałaś ?
- Tak. To kuzyn Sylwii. Jest uroczy.
- Uroczy ? – Spytał a w jego głosie słychać było nutę zazdrości.
- Tak.
Uroczy. Jest przystojny ma poczucie humoru i jest
- Nie, sorry nie chcę tego słuchać. . Jaki to on wspaniały możesz opowiedzieć Patii.
- Co cię ugryzło, hmm… ?  Dawniej wspólnie…
- Masz rację dawniej. To co było to co… co ty zrobiłaś jest…
- Wiesz co ? Mam cię dość. Nie chcę sobie zepsuć dyskoteki. Idę się czegoś napić.
- Nie, przepraszam. Nie powinienem.
Zostań. – Jego oczy, jego zieleń była taka przyciągająca i w tej chwili błagająca a jednocześnie przepraszająca.
- Myślę, że się zrozumieliśmy. Na razie.
            Mówiąc to wstałam i ruszyłam
nie odwracając się, w stronę kolorowych napoi. Obrus, który zdobił stół był ciemno- żółty pasujący do koloru ścian  sali, balonów rozsianych w każdym kącie jak i serpentyn. Wybrałam jeden z kilkunastu rodzaju soków i oparłam się o ścianę. Po chwili zauważyłam idącego w moją stronę Kacpra. Jego włosy były troszeczkę bardziej rozczochrane niż na początku, ale i tak wyglądał świetnie.
            - Czemu tu tak stoisz? Nie tańczysz? Według mnie połowa sali pragnie z tobą zatańczyć.
            - Heh. Niby chce, ale nie może.
            - Nie może?
            - Widzisz tego chłopaka? O, tam? – Spytałam wskazując głową na Miłosza.
            - Nom, widzę. Ten gościu nie wiem dlaczego, ale ma do mnie uprzedzenie i już mnie nie lubi. A ja nie lubię jak ktoś mnie nie lubi. Chyba, że ma dobry powód a ja jestem dla niego wredny. Ale zdecydowanie bardziej wolę jak ktoś mnie kocha, wielbi i podziwia np. jak połowa
tej sali.
            - Ta. To Miłosz, mój były. Dalej się we mnie kocha i od czasu zerwania mało osób ze mną tańczy. Tylko ci najodważniejsi.
            - A
ch. Czyli twój były, nakręcił całą szkołę przeciwko tobie?
            - Nie. On jest… no jakby to powiedzieć… no… - Nie umiałam tego określić ale Kacper się domyślił.   
            - Szkolną alfą? – Podsuną propozycję.
            - Idealne stwierdzenie. – Przytaknęłam i kontynuowałam. – On jest szkolną alfą. Zawdzięcza to wyglądowi, postawie i swojej drużynie piłki nożnej, w której jest kapitanem. Ale wracając do mnie to on tylko zastrasza innych, że mają się do mnie nie zbliżać. Strasznie mnie to wkurza ale nie mam innego wyjścia. A tym, którzy ze mną zatańczyli... No... Po prostu daje ostrzeżenia.
            - I ty tak przez całą imprezę stoisz i podziwiasz krajobrazy? Nie wierzę w to!
            - Znaczy Miłosz mnie prosi. Ale ja na złość mu robię i tylko czasem się zgadzam ja
k naprawdę mam dość samotności.
            - A co on ma do mnie
? Jeszcze z tobą nie zatańczyłem.
            -
Ach, Jeszcze? – Spytałam zdziwiona ale rozbawiona.
            -
Jeszcze. – Jego oczy tajemnicze i piękne lustrowały mnie od stóp do głowy. - A Sylwia?
            - Dotrzymuje mi czasem towarzystwa. Jednak ile można stać z przyjaciółką i w kółko plotkować

            -Można długo, ale wcale nie trzeba. – Wtedy odwrócił się tak, że staną naprzeciwko mnie. Wyciągną dłoń i spytał. – Czy zechcesz zatańczyć ze mną?
            - Mówiłam ci co robi Miłosz, a ty dalej chcesz ze mną zatańczyć?
            - Nie boję się go. To on powinien się zacząć bać. – Przybliżył si
ę do mnie tak, że ostatnie słowo wyszeptał mi do ucha. – Mnie - Dokończył i nie czekając na moje pozwolenie wziął mnie za rękę i przyciągną do siebie w wyniku czego, moja klatka piersiowa opierała się o jego a moje ręce były złączone z jego. Gdy tylko nasze ciała się dotknęły, mnie przeszył prąd. Przyjemny prąd.
            - Nie wiem, czy sama nie powinnam się zacząć bać. – Nic nie powiedział, ale jego brzuch zatrząsł się ze śmiechu. Jego ręce znalazły się na mojej talii a moje, na jego szyi. Akurat leciała, wolna piosenka co mnie ucieszyło gdyż mogłam się przytulić do Kacpra. Nie wiem co powie na to Miłosz, ale na tą chwilę mam to głęboko gdzieś. Jeszcze tak dobrze mi nigdy nie było. Jego dłonie jakby dopasowane do moich. Nasze oddechy były równe i rytmiczne. A brzuchu poczułam motyle. Flirtowałam z wieloma chłopcami
, ale dla zabawy. Ta sytuacja wcale nie była zabawna.

Miałam wrażenie, że się zakochałam.
            - To nie powiedziałaś mi co on ma do mnie.
            - Myślałam, że się domyślisz. - Popatrzyłam na niego wyzywająco.
            - Ale przecież my jeszcze nic nie zrobiliśmy. – Uśmiechną się podejrzanie.
            - Znowu to „jeszcze”?
            - Uważaj. Ostatnim razem „jeszcze” się spełniło. – Mówiąc to obrócił mnie tak, że zrobiłam piruet a później wpadłam w jego ramiona.
            - No, niech ci będzie. A co według ciebie jeszcze nie zrobiliśmy?
            - Tym razem to ja myślałem, że się domyślisz. – Popatrzyłam na niego z ukosa. – Okej, okej. Co myślisz o tym by po dyskotece, gdy już będziesz tak zmęczona, że nie będziesz miała sił ze mną tańczyć, pójść gdzieś? Ze mną oczywiście.
            Moje serce zabiło mocniej, ale nakazałam sobie w duchu spokój. O boże. On właśnie zaprasza mnie na randkę. W środku mnie szalała burza, ale na zewnątrz byłam przykładem przesadnego spokoju.
             - No nie wiem co powie na to Sylwia.
            - Ech. Do diabła z moją kuzynką. – Uśmiechną się i przytulił mnie mocniej.
            - Dobra. A co z Miłoszem?
            - Jak ten drań cię tknie, jutro nie pozna swojej twarzy.
            - O ty brutalu. – Zażartowałam i się uśmiechnęłam. – To gdzie mnie zabierzesz?
            - Niespodzianka. – Po tych słowach palcem podniósł mój podbródek i głęboko mnie pocałował. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz